Miodownik cioci Ewy

Miodownik cioci Ewy

Marta Potoczek

Miodownik to klasyczne, warstwowe ciasto z miodowymi blatami i kremem z kaszy manny — tradycja wielu polskich domów

Czas przygotowania: 40 min + noc chłodzenia

Poziom trudności: łatwy

Forma: blacha 20×35 cm

To ciasto ma miękkie, miodowe blaty i delikatny, jasny krem — z każdym dniem staje się bardziej harmonijne i rozpływające się w ustach. 

To ciasto działa na mnie jak jakiś magiczny balsam na duszę.

Gdy byłam mała, jeździłam na Wigilię do mojej ukochanej cioci Ewy — mojej chrzestnej i jednocześnie największej bratniej duszy w rodzinie.

Byłyśmy trochę jak kumpele: obie żywiołowe, obie temperamentne, obie z tym samym błyskiem w oczach. Do dziś, kiedy patrzę na nią, widzę dokładnie ten gen, który przeskoczył prosto do mnie.

Ciocia Ewa zawsze genialnie gotowała, ale dla mnie najważniejszy był miodownik. To było moje małe świąteczne szaleństwo i rytuał.

Wiedziałam, w którym miejscu kuchni się chłodzi, i biegłam tam na pełnym gazie, zanim ktokolwiek zdążył zdjąć kurtkę. Zawsze z tą samą ekscytacją: czy już? czy mogę?

Zwykle łapałam pierwszy kawałek po cichu, drugi też „po cichu”, choć w praktyce wiedziała o tym cała kuchnia. I wtedy ciocia wchodziła, patrzyła na mnie, śmiała się i mówiła, że powinna piec osobną blachę tylko dla mnie.

Było w tym coś, co zapamiętuje się na całe życie. Ciocia patrzyła na mnie z uśmiechem, jakbym była dokładnie taka, jaka mam być. Nie „uspokój się”, nie „zwolnij” — tylko akceptacja w najprostszej formie.

Chciałabym to w sobie pielęgnować. Tę miękkość wobec małej mnie i wobec ludzi, których kocham.

Może dlatego miodownik wraca u nas co roku.

Zawsze piekę dwie blachy na święta i czasami mam wrażenie, że w naszej rodzinie krąży wtedy we krwi więcej miodownika niż czerwonych krwinek.

Przepis na miodownik Cioci Ewy

Poniżej zapisuję go tak, jak został ze mną przez lata — prosty, pewny, niezmiennie dobry.

Ciasto

  • 3 szklanki mąki

  • 3 łyżki miodu

  • 3 łyżki masła

  • 1 łyżeczka sody

  • 2 jajka

  • 1 cukier waniliowy lub łyżeczka pasty waniliowej

  • 3/4 szklanki cukru pudru

Mąkę przesiewam i łączę z sodą, cukrem pudrem i wanilią. Dodaję masło, miód i jajka, a potem zagniatam ciasto do momentu, aż staje się gładkie. Dzielę je na trzy części. Każdą rozwałkowuję cienko i piekę 7–8 minut w 175°C z termoobiegiem, do lekkiego zarumienienia.

Masa

  • 1/2 litra mleka

  • 3 łyżki kaszy manny

  • 1 kostka masła

  • 1 szklanka cukru pudru

  • 2 żółtka

  • 1 cukier waniliowy lub łyżka pasty waniliowej

Kaszę gotuję na mleku około 20 minut, mieszając, aż zgęstnieje. Odstawiam, żeby całkowicie wystygła. Osobno ucieram masło z żółtkami, cukrem pudrem i wanilią. Do tej masy dodaję stopniowo zimną kaszę, łyżka po łyżce, aż powstanie jednolity krem.

Gotową masą przekładam trzy miodowe blaty, dociskam je lekko i odstawiam ciasto na noc.

Najlepsze jest następnego dnia — zwarte, miękkie, rozpływające się w ustach. 

Miodownik najlepiej smakuje po 24 godzinach i można go przechowywać 4–5 dni w lodówce.

  • miód – nadaje kolor i miękkość

  • kasza manna – daje kremowi stabilność

  • masło – łączy i wygładza krem

 

Kilka słów o samym miodowniku — skąd się wziął i dlaczego właśnie taki smak

Miodownik od dawna pojawiał się w polskich domach, szczególnie zimą. Jego podstawą zawsze były dostępne składniki: miód, mąka, masło i jajka. W wielu domach najpierw piekło się same blaty — cienkie i jasne, z charakterystycznym kolorem po miodzie — a dopiero później przekładało się je kremem.

W XX wieku najpopularniejszą wersją stał się krem z kaszy manny. Kasza była wszędzie, a jej właściwości świetnie się sprawdzały: po wystudzeniu mieszała się z masłem na gładką masę, która idealnie łączyła warstwy. Ten krem ma w sobie coś charakterystycznego: jest delikatny i nieprzesłodzony, a jego jasny smak podkreśla miodowe blaty zamiast je przykrywać.

Miodownik był też ciastem praktycznym. Można było przygotować go dzień wcześniej, a nawet dwa, bo z każdym dniem stawał się bardziej harmonijny. Dzięki temu często pojawiał się przed świętami, ale równie często zostawał w kuchniach już na stałe — jako ciasto do herbaty, do rodzinnych spotkań, a czasem po prostu „na weekend”.

Przez lata powstawały różne warianty: z powidłami, z orzechami, z polewą, z mocniejszą wanilią. Jednak rdzeń pozostał ten sam: miodowe blaty, jasny krem i odrobina czasu, który wszystko spaja.

Powrót do blogu