Najlepsze róże pnące do polskiego ogrodu

Najlepsze róże pnące do polskiego ogrodu

Marta Potoczek

TOP 11 róż pnących. Pytanie o polecenia róż pnących pojawia się w moich social media od wielu lat. To zależy od miejsca jakie dla niej masz i od twoich potrzeb. Dziś wpis w którym opisze ci odmiany które rosną w moim ogrodzie od wielu lat i przeżyły juz niejedną zimę. Więcej odmian znajdziesz w moim ebooku o różach

Climber czy rambler — pierwsze pytanie, które musisz sobie zadać

Pod hasłem „róża pnąca" w sklepie ogrodniczym kryją się dwa kompletnie różne rodzaje roślin. Wyglądają podobnie tylko z daleka. Z bliska są tak różne, że wybór między nimi powinien być pierwszą decyzją, jaką podejmujesz — zanim w ogóle zaczniesz patrzeć na kolory kwiatów.

Climbery (climbing roses) to róże o sztywnych, grubszych pędach, które z czasem drewnieją i tworzą trwały szkielet krzewu. Rosną wolniej niż ramblery, ale za to większość z nich powtarza kwitnienie kilka razy w sezonie — od czerwca aż do pierwszych przymrozków. Nadają się świetnie do mniejszych ogrodów, do ścian domu, do pergoli przy wejściu, do obelisku w środku rabaty. Na zdjęciu poniżej climber Laguna

róże pnące climber vs rambler różnice

Ramblery (rambling roses) to zupełnie inna historia. Mają cienkie, elastyczne, bardzo długie pędy — potrafią wystrzelić cztery, pięć metrów w jednym sezonie. Większość z nich kwitnie tylko raz w roku, mniej więcej przez trzy do pięciu tygodni wczesnym latem. Ale ten jeden raz to widok, którego się nie zapomina — krzew dosłownie przykryty tysiącami kwiatów, najczęściej zebranymi w duże grona. Ramblery to dzika energia. Sadzi się je tam, gdzie mają miejsce: na starą jabłoń, której owoce już ci nie służą, na altanę w głębi ogrodu, na płot graniczny od strony łąki.Na zdjęciu poniżej rambler Super Dorothy

róże pnące rambler raz kwitnące obficie

Jest jeszcze trzecia kategoria, o której rzadko się pisze, ale którą warto znać: climbery jednokrotnie kwitnące. To rzadkość — większość climberów powtarza — ale wśród angielskich róż Davida Austina trafiają się odmiany, które robią jeden, długi, obfity pokaz w czerwcu i potem przez resztę sezonu są tylko zielonym tłem. Constance Spry to klasyczny przykład. Czy warto je sadzić? Tak, jeśli rozumiesz, na co się piszesz. Na zdjęciu poniżej róża Constance Spray w trakcie kwitnienia. 

climber roza pnaca contance spry kwietnienie lipiec

Sam temat cięcia jednych i drugich opisałam osobno — jeśli chcesz wiedzieć, kiedy i jak ciąć każdy z typów, zajrzyj do mojego przewodnika Kiedy przycinać róże pnące — climber czy rambler. Tutaj zostaniemy przy wyborze odmian.

Jak wybierać róże pnące?

Pierwsze trzy róże pnące, które kupiłam, wybierałam jak większość początkujących ogrodników — po zdjęciach. Otworzyłam katalog, zatrzymałam się na tych, które mi się najbardziej podobały, i zamówiłam. Brzmi to rozsądnie. Ale za zdjęciem w katalogu stoi profesjonalny fotograf, perfekcyjne światło i często pojedynczy, najpiękniejszy kwiat na całym krzewie. Zdjęcie mówi ci więc o jednej rzeczy — o tym, jak róża wygląda w idealnych warunkach przez trzy dni w sezonie. O wszystkim innym milczy.

jak wybrać róże pnące

Przy wyborze róży pnącej patrzę dziś na zupełnie inne rzeczy.

Powtarzalność kwitnienia. Dla większości ogrodów, w których codzienne życie toczy się od kwietnia do października, róża powtarzająca jest po prostu lepszą inwestycją niż róża, która daje jeden show. To nie oznacza, że ramblerów się nie sadzi — sadzi się, ale świadomie, z konkretnym celem w głowie.

Zapach. To jest aspekt, który najtrudniej wyczytać z opisu. Większość katalogów pisze „o lekkim zapachu" albo „intensywnie pachnąca" — i te dwa wyrażenia mogą oznaczać wszystko. Niektóre róże, które opisywano jako „lekko pachnące", mają w moim ogrodzie zapach, który wyczuwam z dwóch metrów. Inne, reklamowane jako „intensywne", trzeba dosłownie wsadzić w nos. Jeśli zapach jest dla ciebie ważny, idealnie, gdybyś mogła powąchać żywą roślinę przed zakupem — w centrum ogrodniczym, w ogrodach botanicznych, na targach.

Odporność na choroby. Tutaj jest prosty sygnał, na który warto patrzeć: certyfikat ADR (Allgemeine Deutsche Rosenneuheitenprüfung). To niemiecki test, w którym róże są sadzone w kilkunastu lokalizacjach w całych Niemczech, bez fungicydów, bez ochrony chemicznej, i przez kilka lat obserwowane pod kątem czarnej plamistości, mączniaka, rdzy i mrozoodporności. Tylko najlepsze dostają certyfikat. To nie gwarancja, że róża nigdy nie zachoruje — ale w praktyce odmiany ADR sprawują się w polskich warunkach znacznie lepiej niż te bez certyfikatu.

Charakter wzrostu i realne wymiary. Tu uważaj — opisy w katalogach często zaniżają wysokość docelową. Jeśli czytasz „2,5 metra", przyjmij raczej 3,5–4. Jeśli „do 4 metrów", licz się z 5, zwłaszcza w żyznej glebie. To ma znaczenie przy doborze podpory.

Kolce. Banalne, a często ignorowane. Niektóre róże mają kolce drobne, prawie niewyczuwalne. Inne — i tu mówię szczerze — potrafią zadrapać do krwi przez gruby rękaw. Jeśli sadzisz różę w miejscu, gdzie biegają dzieci albo gdzie często się przeciskasz, kolce są kryterium nie drugorzędnym, tylko pierwszorzędnym.

I jeszcze jedna rzecz, której nauczyła mnie pewna konkretna róża, której nie polecę nikomu — Aloha. Kupiłam ją kilka lat temu zachęcona pięknymi zdjęciami brzoskwiniowo-różowych kwiatów. W moim ogrodzie nigdy nie znalazła swojego rytmu — chorowała, słabo kwitła, rozczarowywała sezon po sezonie. Możliwe, że gdzieś indziej, w cieplejszym klimacie, byłaby inną rośliną. U mnie nie była. Wykopałam ją po trzech latach bez żalu i to była moja największa lekcja przy wyborze odmian: uważaj, gdy ta sama róża u jednych zachwyca, a u innych zawodzi. To znaczy, że jest wymagająca — a wymagająca róża pnąca to nie jest dobry pomysł, jeśli chcesz po prostu cieszyć się ogrodem.

11 róż pnących z mojego ogrodu, które polecam z czystym sumieniem

Lista jest ułożona od najbardziej uniwersalnych — takich, które polecę bez wahania nawet osobie zaczynającej swoją przygodę z różami — do tych bardziej charakterystycznych, wymagających konkretnego pomysłu na miejsce w ogrodzie. To nie jest ranking od „najlepszej" do „gorszej". Każda z tych jedenastu odmian ma w moim ogrodzie swoje miejsce i każda zasługuje na swoje miejsce u kogoś innego — pod warunkiem, że dopasujesz ją do siebie, a nie siebie do niej.

 

1. Jasmina (Kordes, 2005) 

o jedna z tych róż, które zdają się kwitnąć bez końca – każdego roku jestem zaskoczona, jak wiele pąków jest w stanie zawiązać i jak długo utrzymuje kwitnienie. ‘Jasmina’ w moim ogrodzie rośnie wyjątkowo bujnie, osiągając nawet ponad trzy metry wysokości. Pokrój ma luźny, a pędy są wiotkie, elastyczne, dlatego łatwo ją prowadzić po kratkach, łukach czy pergolach. Nie jest wymagająca – wystarczy jej dobra ziemia i trochę przestrzeni, a już po dwóch sezonach pokazuje pełnię swojego potencjału.

Kwiaty są średniej wielkości, ale pojawiają się w dużych, licznych kwiatostanach, co daje spektakularny efekt wizualny. Barwa różowo-liliowa z jaśniejszym środkiem przyciąga wzrok, szczególnie gdy krzew jest obsypany kwiatami niemal od podstawy aż po czubki pędów. Kształt kwiatów jest klasyczny, gęsto wypełniony płatkami, przypominający róże historyczne – ułożone w ćwiartowane rozety, delikatne, ale trwałe.

Zapach tej odmiany jest trudny do opisania jednym słowem. W moim odczuciu przypomina coś znajomego i domowego – jak bardzo pachnący płyn do prania o różanym aromacie, lekko słodki, czysty i świeży zarazem. To jeden z najintensywniejszych zapachów w całym ogrodzie. Oficjalnie mówi się o nutach jabłka, gruszki, moreli i malin – i rzeczywiście, coś owocowego w nim jest – ale dla mnie to po prostu zapach czystości i romantyzmu. Pachnie tak, jak wygląda: miękko, różowo i bezpretensjonalnie.

Kwitnienie jest długie i powtarzalne – pierwsza fala wczesnym latem, potem kolejne, mniej obfite, aż do późnej jesieni. Każda fala przynosi dziesiątki kwiatów, które dobrze znoszą deszcz i nie opadają zbyt szybko, dzięki czemu krzew przez większość sezonu wygląda świeżo i zadbanie.

‘Jasmina’ należy do róż o bardzo wysokiej odporności na choroby – potwierdzonej przez prestiżowy certyfikat ADR. W moim ogrodzie nie miała dotąd żadnych problemów z mączniakiem czy czarną plamistością, nawet bez oprysków. Liście są zdrowe, błyszczące, utrzymują się aż do przymrozków. Odmiana jest również w pełni mrozoodporna – dobrze znosi zimę, a wiosną szybko odbija, zachowując zwarty, równomierny pokrój. Na zdjęciach poniżej róża pnąca Jasmina

roza pnąca jasmina

2. Laguna (Kordes) 

Kwiaty ‘Laguny’ są duże, pełne, w intensywnym, głębokim odcieniu różu – klasyczny kolor, który nie wpada w fiolet ani brzoskwinię, ale pozostaje czysto różany przez cały czas kwitnienia. Płatki układają się w harmonijną, rozetową formę, przypominającą tradycyjne odmiany herbaciane, jednak o nowoczesnej trwałości. Na jednym pędzie pojawia się zwykle po kilka kwiatów, co w pełni sezonu daje wrażenie różowej kaskady.

Jednym z największych atutów tej odmiany jest zapach – intensywny, wielowymiarowy, głęboki, ale nie przytłaczający. To nie jest jeden prosty ton, lecz złożona kompozycja, w której ogrodnicy wyczuwają świeżą cytrynę, liczi, klasyczną starą różę i ciepłą nutę paczuli. Ten zapach przyciąga uwagę nie tylko z bliska – unosi się w powietrzu, szczególnie w ciepłe dni, otulając przestrzeń wokół krzewu.

Róża rośnie silnie, dorastając do 2,5–3 metrów wysokości. Pędy są elastyczne, łatwe do prowadzenia przy podporach, choć warto zapewnić im solidną konstrukcję – Laguna potrafi zaskoczyć tempem wzrostu już w drugim sezonie po posadzeniu. Liście są błyszczące, ciemnozielone i odporne na choroby, co potwierdza przyznany jej certyfikat ADR. Nawet bez oprysków w mniej sprzyjających sezonach, krzew utrzymuje dobrą kondycję i zachowuje urodę do późnej jesieni.

róża pnąca liber laguna adr

Kwitnie długo i powtarzalnie – pierwsza fala pojawia się już w czerwcu, kolejne sukcesywnie aż do pierwszych przymrozków. Choć pojedyncze kwiaty nie utrzymują się przesadnie długo, obfitość i tempo zawiązywania nowych pąków sprawiają, że krzew niemal nie przestaje kwitnąć przez większą część sezonu.

Dobrze radzi sobie zarówno w pełnym słońcu, jak i w lekkim półcieniu. W słońcu kwiaty potrafią szybciej przekwitać, ale rekompensują to intensywniejszym zapachem. W półcieniu utrzymują się dłużej i nie bledną. Wymaga stanowiska z przepuszczalną, żyzną glebą oraz corocznego cięcia pędów kwitnących – najlepiej wczesną wiosną. Poniżej Laguna w trakcie kwitnienia na zdjęciach.  

róża pnąca laguna w trakcie kwitnienia w lipcu Mazowsze 2025

3. Rose de Tolbiac (Tantau, 2006)

Są róże, które od początku zachwycają – eksplodują wzrostem, obietnicą i kolorem, nie pozwalając przejść obok obojętnie. Ale są też takie, które czekają. Ukorzeniają się głębiej, szukają swojego miejsca, adaptują się, nabierają sił. Rose de Tolbiac była w moim ogrodzie właśnie taką cichą bohaterką – z początku niepozorną, niemal ginącą w cieniu bardziej wyrazistych sąsiadek. Przez pierwsze sezony wydawała się zbyt delikatna, jakby jeszcze nie gotowa na scenę, którą przygotowałam dla niej przy drewnianej ściance. Inne róże brylowały – kwitły obficie, przyciągały wzrok – a ona trwała w tle, nieśmiała, powściągliwa.

Aż wreszcie przyszedł moment, gdy proporcje się odwróciły. Inne odmiany zaczęły powoli tracić swoją świetność – osłabły, zgasły jak płomień, który wypalił się zbyt szybko. A Rose de Tolbiac z dnia na dzień nabrała wigoru. Zaczęła rozpościerać swoje pędy pewnie i z rozmachem, jakby po latach milczenia zapragnęła przemówić pełnym głosem. Dziś wiedzie prym w tej części ogrodu, dominując przestrzeń z taką elegancją, że trudno uwierzyć, że kiedyś niemal jej nie zauważałam.

Kwiaty tej odmiany są prawdziwie zjawiskowe – duże, pełne, o nostalgicznej, romantycznej formie, w odcieniu subtelnego, przydymionego różu z lekko kremową nutą. Kolor ten jest jak z dawnych fotografii – jakby złapany w półtonach, miękki, lekko pudrowy, zmieniający się w zależności od światła. Kwitnienie rozpoczyna wcześnie – to właśnie Rose de Tolbiac otwiera sezon w moim ogrodzie, jako pierwsza rozwijając pąki i obwieszczając początek różanego spektaklu. A kwitnie długo – bardzo długo – powtarzając kwiaty przez całe lato, jakby nie chciała zejść ze sceny.

Jej zapach dorównuje urodzie – głęboki, klasyczny, różany, z nutą słodyczy, ale bez przesady. To zapach elegancji i dojrzałości, niebanalny i dobrze wyczuwalny, szczególnie o poranku lub po deszczu. Wspinając się po podporach, Rose de Tolbiac tworzy zwartą, bujną strukturę. Choć pędy wymagają prowadzenia i czasem wsparcia, to ich siła i zdrowie nie budzą wątpliwości. Jest odporna, niezawodna, a jej liście przez większość sezonu pozostają czyste i zdrowe.

Dziś nie wyobrażam sobie tej części ogrodu bez niej. Nie tylko dlatego, że pokrywa sporą część ściany – ale dlatego, że przypomina mi, jak wiele zależy od cierpliwości i zaufania do procesu. Nie każda róża od razu pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Rose de Tolbiac uczy, że czasem to, co najpiękniejsze, dojrzewa powoli – i właśnie dlatego zostaje z nami na dłużej.

róża pnąca rosę de tolbiac kwitnienie 2025 lipiec

4. Zaide (Kordes, 2007) 

Z Zaide mam historię, która do dziś mnie rozśmiesza i lekko wstydzi jednocześnie. Przez pierwszych pięć lat byłam absolutnie pewna, że mam w ogrodzie różę o nazwie Uetersens Rosenprinzessin. Kupiłam ją z taką etykietą, posadziłam, opisywałam pod tą nazwą w filmach. Aż któregoś dnia zaczęłam zwracać uwagę, że to, co rośnie u mnie, nie do końca odpowiada zdjęciom Rosenprinzessin.  Po długim poszukiwaniu zorientowałam się, że to, co mam, to Zaide — inna róża z tej samej szkółki Kordes, podobnie różowa, ale o innym charakterze kwiatu i innym wzroście.

Sama Zaide to z 2007 roku odmiana Kordesa, intensywnie różowa, kwiaty pełne, delikatnie zaróżowione w środku, lekko pachnące. Powtarza kwitnienie. Jest bardzo zdrowa — w moim ogrodzie nie miała problemów z chorobami nawet w wilgotnych latach. Dorasta do około trzech metrów, ma długie, eleganckie pędy, które dobrze prowadzi się po pergoli.

róża pnąca mocny zapach zaide

Polecam ją wszystkim, którzy szukają klasycznie różowej, romantycznej róży, która jednocześnie jest twarda i niewymagająca. To jest róża dla kogoś, kto chce „róży z bajki", ale nie ma cierpliwości na rośliny kapryśne.

5. Giardina (Tantau, 2008) 

W moim ogrodzie Giardina rośnie w ziemi – bezpośrednio pod tarasem, w miejscu specjalnie dla niej przygotowanym. Został tam wycięty fragment podłogi, by umożliwić jej głęboki dostęp do gruntu, mimo że nad głową ma zadaszenie. Takie położenie daje jej osłonę przed opadami i wiatrem, ale jednocześnie stwarza nietypowe warunki uprawy – miejsce ciepłe, ale narażone na pojawianie się przędziorków i mszyc, zwłaszcza w bardziej suche, gorące lata. Miewa więc lepsze i gorsze sezony – w tym roku prezentuje się znakomicie: zdrowa, bujna i pokryta kwiatami niemal bez przerwy.

Giardina została wyhodowana przez Hansa Jürgena Eversa dla firmy Tantau i zaprezentowana w 2008 roku jako część kolekcji Nostalgic®. Jest różą pnącą o dość umiarkowanej sile wzrostu – dorasta do około 1,5–2 metrów i bardzo dobrze sprawdza się przy niewysokich podporach. U mnie tworzy delikatną zasłonę na tarasie – z pędami łatwymi do prowadzenia i subtelną sylwetką, która nie dominuje przestrzeni, lecz ją wzbogaca.

Jej kwiaty mają klasyczny, rozetowy kształt i są pełne, o miękkiej, porcelanowo-różowej barwie. Tonacja pozostaje jasna przez cały okres kwitnienia – bez przebarwień czy poparzeń słonecznych, co w tym osłoniętym miejscu jest istotne. Kwitnie falami, powtarzając przez całe lato, i co ważne – bardzo obficie.

Zapach Giardiny jest delikatny, nienachalny. Nie unosi się w powietrzu jak w przypadku róż o silnym, owocowym aromacie, ale można go wyczuć z bliska – lekko malinowy, z klasyczną różaną nutą, nieco nostalgiczny. Nie dominuje, ale dodaje uroku, szczególnie gdy przysiądzie się obok na chwilę w ciszy.

Zimuje u mnie bez żadnych osłon – mimo że znajduje się pod dachem, nie otrzymuje specjalnej ochrony poza naturalną barierą, jaką daje taras. W naszym klimacie radzi sobie dobrze – nawet przy mocniejszych zimach nie zauważyłam przemarznięć ani utraty wigoru. To sprawia, że jest różą, którą z czystym sumieniem polecam osobom szukającym odmiany odpornej, ale przy tym romantycznej i wdzięcznej.

Nie jest to róża ekspansywna ani dramatyczna. Raczej taka, która cicho robi swoje – przez całe lato zachwyca spokojną elegancją. I może właśnie dlatego tak dobrze odnajduje się w przestrzeni codziennego życia – przy stole, przy fotelu, przy filiżance herbaty.Ponizej giardinia na zdjęciach, 

róża pnąca do donicy, na taras, mały ogród

6. The Pilgrim (David Austin, 1991) 

To jedna z tych róż, które nie próbują za wszelką cenę przyciągnąć uwagi – nie krzyczą kolorem ani zapachem – a mimo to trudno przejść obok nich obojętnie. W moim ogrodzie ‘The Pilgrim’ wspina się pomiędzy obeliskiem a angielską kratką, delikatnie przeplatając się z kwiatami z rabaty kwiatów ciętych. To miejsce nie należy do najbardziej nasłonecznionych (ok 6h słońca) , ale ta róża radzi sobie w nim znakomicie – kwitnie bardzo obficie, powtarzając kwitnienie w kilku falach od początku lata aż do jesieni.

Kwiaty są duże i wyjątkowo harmonijnie uformowane. Mają kształt płytkiej rozetki, z płatkami ciasno ułożonymi w środku i nieco luźniejszymi przy brzegach. Ich barwa to jasna, kremowa żółć, głębsza w centrum i niemal biała na zewnątrz. Odmiana ta nie daje intensywnego koloru, lecz raczej subtelne, rozświetlone tony – idealne tam, gdzie ogród ma być spokojny, miękki w odbiorze.

Zapach ‘The Pilgrim’ jest delikatny, ale wyczuwalny z bliska. To kompozycja herbacianych nut z wyraźnym dodatkiem mirry – lekko ziołowa, czysta, nieco mydlana. Nie rozchodzi się daleko, nie unosi się nad rabatą, ale kiedy pochylimy się nad kwiatem, zapach okazuje się zaskakująco przyjemny i zrównoważony. W upalne dni wyczuwalny jest lepiej – subtelniejszy niż w różach typu ‘Crown Princess Margareta’ czy ‘Jasmina’, ale na swój sposób bardzo elegancki.

Roślina osiąga do 3,75 metra wysokości, ale bez trudu można ją przycinać i utrzymywać w mniejszych rozmiarach – prowadząc jako różę pnącą przy konstrukcjach ogrodowych. Pędy są miękkie, łatwe do podwiązywania i układania, a ich wzrost nie jest gwałtowny, co sprawia, że dobrze wpisuje się w bardziej uporządkowane przestrzenie.

Liście są jasnozielone, zdrowe, niezbyt błyszczące – dobrze komponują się z jasnymi kwiatami i tworzą spokojne, naturalne tło. Róża nie sprawia problemów z chorobami, nie łapie mączniaka ani plamistości nawet w bardziej wilgotnych sezonach. Zimą dobrze znosi chłody, szczególnie w ostatnie zimy, gdy w ogóle zaprzestałam kopczykować moje róże. 

róża pnąca pilgrim

7. Bobby James (Sunningdale Nurseries, 1961) 

Bobby James to nie jest róża dla każdego ogrodu. To rambler, klasyczny, ogromny, bujny, dziki — który w jeden sezon potrafi wystrzelić sześć metrów, jeśli mu się pozwoli. Kwitnie tylko raz w roku, wczesnym latem, ale ten jeden raz to wydarzenie, które się pamięta przez resztę życia.

Kwiaty są drobne, półpełne, kremowo-białe z żółtym środeczkiem, zebrane w olbrzymie grona po kilkadziesiąt sztuk. W szczycie kwitnienia cały krzew wygląda jak wodospad — biała kaskada spadająca z drzewa albo z altany. Zapach jest słodki, lekki, owocowy. Miodowy.

róża pnąca bobby James

Jedna rzecz, której musiałam się nauczyć przy tej róży: Bobby James tnie się latem, po przekwitnięciu, a nie wiosną. Przez pierwsze sezony cięłam go w marcu, jak inne róże, i kwitnienie było coraz słabsze. Dopiero zmiana na cięcie letnie pokazała mi, na co go stać. Szczegóły o cięciu ramblerów rozpisałam w osobnym artykule o cięciu róż pnących — jeśli sadzisz Bobby James, koniecznie zerknij tam zanim sięgniesz po sekator wiosną.

Sadź Bobby Jamesa tylko wtedy, kiedy masz dla niego dużo miejsca i mocną, solidnie zakotwiczoną podporę. Drzewo, ogromna pergola, długi płot. 

ogród różany w trakcie kwitnienia

8. Super Dorothy 

Super Dorothy jest dowodem na to, że ramblery nie muszą być olbrzymie. Ta odmiana powstała w niemieckiej szkółce Hetzela jako ulepszenie klasycznej Dorothy Perkins, która była piękna, ale ogromna i podatna na mączniaka. Super Dorothy jest mniejsza, kompaktowa (dorasta do około trzech metrów), zdrowsza i — co odróżnia ją od większości ramblerów — powtarza kwitnienie. Nie tak intensywnie jak climbery, ale po pierwszej, głównej fali wczesnym latem, daje jeszcze drugi rzut kwiatów pod koniec sezonu.

Kwiaty są drobne, intensywnie różowe, pełne, zebrane w grona po kilkanaście sztuk. Krzew w pełnym kwitnieniu wygląda dosłownie jak różowa chmura. Zapachu praktycznie nie ma — to jeden minus, o którym warto wiedzieć.

Sadzę Super Dorothy osobom, które zakochały się w wyglądzie klasycznych ramblerów — w tym efekcie tysięcy drobnych kwiatków zebranych razem — ale nie mają miejsca na sześciometrowego Bobby Jamesa. 

róża super Dorothy rambler

9. Crown Princess Margareta (David Austin, 1999)

Wśród róż pnących o cieplejszej barwie, ‘Crown Princess Margareta’ wyróżnia się spokojnym, ale wyrazistym charakterem. Nie jest to odmiana krzykliwa – nie rzuca się w oczy jak egzotyczna nowość – ale kiedy już zakwitnie, trudno oderwać od niej wzrok. W moim ogrodzie rośnie w miejscu półcienistym, gdzie światło dociera dopiero po południu. Mimo to co roku kwitnie niezawodnie, wypuszczając długie pędy i liczne pąki, które otwierają się falami przez cały sezon.

Kwiaty mają barwę głębokiej moreli z ciepłym, brzoskwiniowym podtonem. Czasem, gdy słońce jest łagodne, pojawia się na płatkach jasny krem, który dodaje całości delikatności. Forma kwiatów jest klasyczna – duże, pełne rozety, które rozwijają się powoli, z każdą warstwą płatków odsłaniając wnętrze. Kwitnienie jest długie i powtarzalne – zaczyna się w czerwcu i trwa aż do jesiennych chłodów, z wyraźnymi falami i nowymi pąkami nawet wtedy, gdy inne róże już zamierają.

Najważniejszy jednak pozostaje zapach. Owocowy, wyrazisty, z wyczuwalnymi nutami moreli, cytrusów, delikatnej herbaty i tej charakterystycznej miękkości, którą trudno opisać, a która zostaje w pamięci na długo. Dla mnie to jeden z trzech najpiękniejszych zapachów spośród wszystkich róż, jakie uprawiam. I jedyny, który przenosi mnie w czasie. Gdy zakwita, przypomina mi ogród mojej babci – nie przez konkretne kolory czy rośliny, ale właśnie przez zapach. Tamte stare róże, które rosły bez nazw, ale pachniały jak obietnica lata – są dziś obecne właśnie w tej odmianie.

Krzew dorasta do około trzech metrów wysokości i dwóch i pół metra szerokości. Ma długie, miękkie pędy, które dobrze prowadzi się przy pergoli, ścianie lub trejażu. Można też zostawić go w formie luźnego, rozłożystego krzewu – choć wtedy warto zapewnić mu nieco więcej przestrzeni. Liście są zdrowe, ciemnozielone, z lekkim połyskiem. W moich warunkach roślina nie wymaga specjalnych zabiegów ochronnych – nie zauważyłam problemów z czarną plamistością czy mączniakiem, nawet w trudniejszych sezonach.

Zimą nie sprawia kłopotów. Wystarczy lekkie kopczykowanie u nasady, by bez problemu przetrwała mrozy. Wiosną szybko odbija, gęsto się krzewi i w krótkim czasie wraca do pełni formy.

Austin crown princess margareta kwiaty

10. Constance Spry (David Austin, 1961) 

Constance Spry to historia. To jest pierwsza angielska róża, którą David Austin wprowadził do sprzedaży — jego inauguracyjna odmiana z 1961 roku, ta, od której zaczęła się cała linia angielskich róż. I do dziś jest jedną z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek wyhodowano. 

Kwiaty są ogromne, gęsto pełne, czysto różowe, ułożone w typową rozetę. Zapach jest silny, słodki, wyraźnie mirrowy — ten charakterystyczny mirrowy aromat, który Austin uważał za jedną z najpiękniejszych nut zapachowych w świecie róż. Krzew jest potężny, dorasta u mnie do około czterech metrów. 

Jest jednak jeden warunek, o którym musisz wiedzieć, zanim ją kupisz: Constance Spry kwitnie tylko raz w roku, wczesnym latem, przez około trzy tygodnie. Po tym pokazie krzew jest tylko zielonym tłem do końca sezonu. 

Sama też zrobiłam z Constance jeden błąd, z którego się dopiero po latach wycofałam. Przez pierwsze sezony cięłam ją wiosną, jak każdą inną różę. Efekt? Kwitła słabo, jakby z trudem. Dopiero kiedy zrozumiałam, że to climber jednokrotnie kwitnący i że muszę ją ciąć po przekwitnięciu, latem — kwitnienie zmieniło się nie do poznania. Pełnia jej możliwości pojawia się dopiero wtedy, kiedy ją prowadzisz właściwym rytmem.

Constance spry ogród różany

11. Spirit of Freedom (David Austin, 2002) 

o jedna z tych róż, które od pierwszego dnia zyskały w moim ogrodzie i życiu miejsce szczególne. Rosnąc przy zachodniej ścianie domu, tuż obok okna mojej sypialni, co rano zagląda do środka, jakby dyskretnie przypominała, że dzień można rozpocząć od odrobiny piękna, ciszy i zapachu róż. Jej obecność w tym miejscu nie jest przypadkowa — wybrałam ją świadomie, z uwagi na delikatny wzrost i formę półpnącą, która doskonale nadaje się do prowadzenia przy ścianach o ograniczonej przestrzeni.

Kwiaty tej odmiany to małe dzieła sztuki. Duże, mocno wypełnione główki o niezliczonych, ciasno ułożonych płatkach przypominają stare róże damasceńskie lub galijskie — ciężkie, nostalgiczne, jakby przynależały do innej epoki. Kolor jest zjawiskowy: chłodny, lekko przygaszony róż z nutami lila i srebrzystym podtonem, który zmienia się w zależności od światła. To nie jest krzykliwa róża – ona mówi szeptem, cicho i z klasą.

Zapach? Trudno o piękniejszy. Głęboki, złożony, klasyczny aromat róż starych, z nutą mirry i delikatną cierpkością. W ciepłe, czerwcowe wieczory zapach unosi się w powietrzu tak gęsto, że wchodząc do sypialni mam wrażenie, że nie zamykam okna, tylko drzwi do pachnącego ogrodu. Nie jest to zapach landrynkowy ani perfumeryjny — to prawdziwa, żywa róża, z duszą.

Choć nie wybieram róż kierując się nazwami, przy tej odmianie było inaczej. „Spirit of Freedom” — duch wolności — poruszył we mnie coś głęboko osobistego. Nazwa ta trafiła prosto w moje wartości, w sposób, w jaki staram się żyć i wychowywać moją córkę. Róża została wyhodowana w 2002 roku, dokładnie w tym samym roku, w którym przyszła na świat — i właśnie w tym symbolicznym zbiegu czasu i znaczenia zakochałam się bez reszty. Duch wolności, delikatny, ale wytrwały, obecny każdego dnia, rozkwita u mnie nie tylko w postaci płatków, ale także w tym, co dla mnie najważniejsze: w relacjach, wyborach, codziennych decyzjach.

spirit of freedom róża

Spirit of Freedom wymaga nieco uwagi przy prowadzeniu – jej elastyczne pędy mają tendencję do lekkiego chaosu, ale to właśnie ten naturalny nieład dodaje jej uroku. Można ją formować jako krzew pnący, prowadzić przy ścianie lub większej podporze. U mnie, choć rośnie w miejscu osłoniętym, doskonale zimuje i z roku na rok staje się coraz silniejsza. 

róże byliny, ogród

Jeśli chcesz pójść dalej z różami:

Jeśli chcesz mieć wszystko o różach w jednym miejscu — biologia, dobór odmian, pielęgnacja w pełnym sezonie, cięcie, problemy i ich rozwiązania — zapraszam do mojego ebooka o różach. Zebrałam tam lata obserwacji i praktyki, żeby nikt nie musiał przechodzić mojej drogi prób i błędów od zera.


Powrót do blogu