Najlepsze róże pnące do polskiego ogrodu
Marta PotoczekTOP 11 róż pnących. Pytanie o polecenia róż pnących pojawia się w moich social media od wielu lat. To zależy od miejsca jakie dla niej masz i od twoich potrzeb. Dziś wpis w którym opisze ci odmiany które rosną w moim ogrodzie od wielu lat i przeżyły juz niejedną zimę. Więcej odmian znajdziesz w moim ebooku o różach.
Climber czy rambler — pierwsze pytanie, które musisz sobie zadać
Pod hasłem „róża pnąca" w sklepie ogrodniczym kryją się dwa kompletnie różne rodzaje roślin. Wyglądają podobnie tylko z daleka. Z bliska są tak różne, że wybór między nimi powinien być pierwszą decyzją, jaką podejmujesz — zanim w ogóle zaczniesz patrzeć na kolory kwiatów.
Climbery (climbing roses) to róże o sztywnych, grubszych pędach, które z czasem drewnieją i tworzą trwały szkielet krzewu. Rosną wolniej niż ramblery, ale za to większość z nich powtarza kwitnienie kilka razy w sezonie — od czerwca aż do pierwszych przymrozków. Nadają się świetnie do mniejszych ogrodów, do ścian domu, do pergoli przy wejściu, do obelisku w środku rabaty. Na zdjęciu poniżej climber Laguna

Ramblery (rambling roses) to zupełnie inna historia. Mają cienkie, elastyczne, bardzo długie pędy — potrafią wystrzelić cztery, pięć metrów w jednym sezonie. Większość z nich kwitnie tylko raz w roku, mniej więcej przez trzy do pięciu tygodni wczesnym latem. Ale ten jeden raz to widok, którego się nie zapomina — krzew dosłownie przykryty tysiącami kwiatów, najczęściej zebranymi w duże grona. Ramblery to dzika energia. Sadzi się je tam, gdzie mają miejsce: na starą jabłoń, której owoce już ci nie służą, na altanę w głębi ogrodu, na płot graniczny od strony łąki.Na zdjęciu poniżej rambler Super Dorothy

Jest jeszcze trzecia kategoria, o której rzadko się pisze, ale którą warto znać: climbery jednokrotnie kwitnące. To rzadkość — większość climberów powtarza — ale wśród angielskich róż Davida Austina trafiają się odmiany, które robią jeden, długi, obfity pokaz w czerwcu i potem przez resztę sezonu są tylko zielonym tłem. Constance Spry to klasyczny przykład. Czy warto je sadzić? Tak, jeśli rozumiesz, na co się piszesz. Na zdjęciu poniżej róża Constance Spray w trakcie kwitnienia.

Sam temat cięcia jednych i drugich opisałam osobno — jeśli chcesz wiedzieć, kiedy i jak ciąć każdy z typów, zajrzyj do mojego przewodnika Kiedy przycinać róże pnące — climber czy rambler. Tutaj zostaniemy przy wyborze odmian.
Jak wybierać róże pnące?
Pierwsze trzy róże pnące, które kupiłam, wybierałam jak większość początkujących ogrodników — po zdjęciach. Otworzyłam katalog, zatrzymałam się na tych, które mi się najbardziej podobały, i zamówiłam. Brzmi to rozsądnie. Ale za zdjęciem w katalogu stoi profesjonalny fotograf, perfekcyjne światło i często pojedynczy, najpiękniejszy kwiat na całym krzewie. Zdjęcie mówi ci więc o jednej rzeczy — o tym, jak róża wygląda w idealnych warunkach przez trzy dni w sezonie. O wszystkim innym milczy.

Przy wyborze róży pnącej patrzę dziś na zupełnie inne rzeczy.
Powtarzalność kwitnienia. Dla większości ogrodów, w których codzienne życie toczy się od kwietnia do października, róża powtarzająca jest po prostu lepszą inwestycją niż róża, która daje jeden show. To nie oznacza, że ramblerów się nie sadzi — sadzi się, ale świadomie, z konkretnym celem w głowie.
Zapach. To jest aspekt, który najtrudniej wyczytać z opisu. Większość katalogów pisze „o lekkim zapachu" albo „intensywnie pachnąca" — i te dwa wyrażenia mogą oznaczać wszystko. Niektóre róże, które opisywano jako „lekko pachnące", mają w moim ogrodzie zapach, który wyczuwam z dwóch metrów. Inne, reklamowane jako „intensywne", trzeba dosłownie wsadzić w nos. Jeśli zapach jest dla ciebie ważny, idealnie, gdybyś mogła powąchać żywą roślinę przed zakupem — w centrum ogrodniczym, w ogrodach botanicznych, na targach.
Odporność na choroby. Tutaj jest prosty sygnał, na który warto patrzeć: certyfikat ADR (Allgemeine Deutsche Rosenneuheitenprüfung). To niemiecki test, w którym róże są sadzone w kilkunastu lokalizacjach w całych Niemczech, bez fungicydów, bez ochrony chemicznej, i przez kilka lat obserwowane pod kątem czarnej plamistości, mączniaka, rdzy i mrozoodporności. Tylko najlepsze dostają certyfikat. To nie gwarancja, że róża nigdy nie zachoruje — ale w praktyce odmiany ADR sprawują się w polskich warunkach znacznie lepiej niż te bez certyfikatu.
Charakter wzrostu i realne wymiary. Tu uważaj — opisy w katalogach często zaniżają wysokość docelową. Jeśli czytasz „2,5 metra", przyjmij raczej 3,5–4. Jeśli „do 4 metrów", licz się z 5, zwłaszcza w żyznej glebie. To ma znaczenie przy doborze podpory.
Kolce. Banalne, a często ignorowane. Niektóre róże mają kolce drobne, prawie niewyczuwalne. Inne — i tu mówię szczerze — potrafią zadrapać do krwi przez gruby rękaw. Jeśli sadzisz różę w miejscu, gdzie biegają dzieci albo gdzie często się przeciskasz, kolce są kryterium nie drugorzędnym, tylko pierwszorzędnym.
I jeszcze jedna rzecz, której nauczyła mnie pewna konkretna róża, której nie polecę nikomu — Aloha. Kupiłam ją kilka lat temu zachęcona pięknymi zdjęciami brzoskwiniowo-różowych kwiatów. W moim ogrodzie nigdy nie znalazła swojego rytmu — chorowała, słabo kwitła, rozczarowywała sezon po sezonie. Możliwe, że gdzieś indziej, w cieplejszym klimacie, byłaby inną rośliną. U mnie nie była. Wykopałam ją po trzech latach bez żalu i to była moja największa lekcja przy wyborze odmian: uważaj, gdy ta sama róża u jednych zachwyca, a u innych zawodzi. To znaczy, że jest wymagająca — a wymagająca róża pnąca to nie jest dobry pomysł, jeśli chcesz po prostu cieszyć się ogrodem.
11 róż pnących z mojego ogrodu, które polecam z czystym sumieniem
Lista jest ułożona od najbardziej uniwersalnych — takich, które polecę bez wahania nawet osobie zaczynającej swoją przygodę z różami — do tych bardziej charakterystycznych, wymagających konkretnego pomysłu na miejsce w ogrodzie. To nie jest ranking od „najlepszej" do „gorszej". Każda z tych jedenastu odmian ma w moim ogrodzie swoje miejsce i każda zasługuje na swoje miejsce u kogoś innego — pod warunkiem, że dopasujesz ją do siebie, a nie siebie do niej.
1. Jasmina (Kordes, 2005)
o jedna z tych róż, które zdają się kwitnąć bez końca – każdego roku jestem zaskoczona, jak wiele pąków jest w stanie zawiązać i jak długo utrzymuje kwitnienie. ‘Jasmina’ w moim ogrodzie rośnie wyjątkowo bujnie, osiągając nawet ponad trzy metry wysokości. Pokrój ma luźny, a pędy są wiotkie, elastyczne, dlatego łatwo ją prowadzić po kratkach, łukach czy pergolach. Nie jest wymagająca – wystarczy jej dobra ziemia i trochę przestrzeni, a już po dwóch sezonach pokazuje pełnię swojego potencjału.
Kwiaty są średniej wielkości, ale pojawiają się w dużych, licznych kwiatostanach, co daje spektakularny efekt wizualny. Barwa różowo-liliowa z jaśniejszym środkiem przyciąga wzrok, szczególnie gdy krzew jest obsypany kwiatami niemal od podstawy aż po czubki pędów. Kształt kwiatów jest klasyczny, gęsto wypełniony płatkami, przypominający róże historyczne – ułożone w ćwiartowane rozety, delikatne, ale trwałe.
Zapach tej odmiany jest trudny do opisania jednym słowem. W moim odczuciu przypomina coś znajomego i domowego – jak bardzo pachnący płyn do prania o różanym aromacie, lekko słodki, czysty i świeży zarazem. To jeden z najintensywniejszych zapachów w całym ogrodzie. Oficjalnie mówi się o nutach jabłka, gruszki, moreli i malin – i rzeczywiście, coś owocowego w nim jest – ale dla mnie to po prostu zapach czystości i romantyzmu. Pachnie tak, jak wygląda: miękko, różowo i bezpretensjonalnie.
Kwitnienie jest długie i powtarzalne – pierwsza fala wczesnym latem, potem kolejne, mniej obfite, aż do późnej jesieni. Każda fala przynosi dziesiątki kwiatów, które dobrze znoszą deszcz i nie opadają zbyt szybko, dzięki czemu krzew przez większość sezonu wygląda świeżo i zadbanie.
‘Jasmina’ należy do róż o bardzo wysokiej odporności na choroby – potwierdzonej przez prestiżowy certyfikat ADR. W moim ogrodzie nie miała dotąd żadnych problemów z mączniakiem czy czarną plamistością, nawet bez oprysków. Liście są zdrowe, błyszczące, utrzymują się aż do przymrozków. Odmiana jest również w pełni mrozoodporna – dobrze znosi zimę, a wiosną szybko odbija, zachowując zwarty, równomierny pokrój. Na zdjęciach poniżej róża pnąca Jasmina

2. Laguna (Kordes)
Kwiaty ‘Laguny’ są duże, pełne, w intensywnym, głębokim odcieniu różu – klasyczny kolor, który nie wpada w fiolet ani brzoskwinię, ale pozostaje czysto różany przez cały czas kwitnienia. Płatki układają się w harmonijną, rozetową formę, przypominającą tradycyjne odmiany herbaciane, jednak o nowoczesnej trwałości. Na jednym pędzie pojawia się zwykle po kilka kwiatów, co w pełni sezonu daje wrażenie różowej kaskady.
Jednym z największych atutów tej odmiany jest zapach – intensywny, wielowymiarowy, głęboki, ale nie przytłaczający. To nie jest jeden prosty ton, lecz złożona kompozycja, w której ogrodnicy wyczuwają świeżą cytrynę, liczi, klasyczną starą różę i ciepłą nutę paczuli. Ten zapach przyciąga uwagę nie tylko z bliska – unosi się w powietrzu, szczególnie w ciepłe dni, otulając przestrzeń wokół krzewu.
Róża rośnie silnie, dorastając do 2,5–3 metrów wysokości. Pędy są elastyczne, łatwe do prowadzenia przy podporach, choć warto zapewnić im solidną konstrukcję – Laguna potrafi zaskoczyć tempem wzrostu już w drugim sezonie po posadzeniu. Liście są błyszczące, ciemnozielone i odporne na choroby, co potwierdza przyznany jej certyfikat ADR. Nawet bez oprysków w mniej sprzyjających sezonach, krzew utrzymuje dobrą kondycję i zachowuje urodę do późnej jesieni.

Kwitnie długo i powtarzalnie – pierwsza fala pojawia się już w czerwcu, kolejne sukcesywnie aż do pierwszych przymrozków. Choć pojedyncze kwiaty nie utrzymują się przesadnie długo, obfitość i tempo zawiązywania nowych pąków sprawiają, że krzew niemal nie przestaje kwitnąć przez większą część sezonu.
Dobrze radzi sobie zarówno w pełnym słońcu, jak i w lekkim półcieniu. W słońcu kwiaty potrafią szybciej przekwitać, ale rekompensują to intensywniejszym zapachem. W półcieniu utrzymują się dłużej i nie bledną. Wymaga stanowiska z przepuszczalną, żyzną glebą oraz corocznego cięcia pędów kwitnących – najlepiej wczesną wiosną. Poniżej Laguna w trakcie kwitnienia na zdjęciach.

3. Rose de Tolbiac (Tantau, 2006)
Są róże, które od początku zachwycają – eksplodują wzrostem, obietnicą i kolorem, nie pozwalając przejść obok obojętnie. Ale są też takie, które czekają. Ukorzeniają się głębiej, szukają swojego miejsca, adaptują się, nabierają sił. Rose de Tolbiac była w moim ogrodzie właśnie taką cichą bohaterką – z początku niepozorną, niemal ginącą w cieniu bardziej wyrazistych sąsiadek. Przez pierwsze sezony wydawała się zbyt delikatna, jakby jeszcze nie gotowa na scenę, którą przygotowałam dla niej przy drewnianej ściance. Inne róże brylowały – kwitły obficie, przyciągały wzrok – a ona trwała w tle, nieśmiała, powściągliwa.
Aż wreszcie przyszedł moment, gdy proporcje się odwróciły. Inne odmiany zaczęły powoli tracić swoją świetność – osłabły, zgasły jak płomień, który wypalił się zbyt szybko. A Rose de Tolbiac z dnia na dzień nabrała wigoru. Zaczęła rozpościerać swoje pędy pewnie i z rozmachem, jakby po latach milczenia zapragnęła przemówić pełnym głosem. Dziś wiedzie prym w tej części ogrodu, dominując przestrzeń z taką elegancją, że trudno uwierzyć, że kiedyś niemal jej nie zauważałam.
Kwiaty tej odmiany są prawdziwie zjawiskowe – duże, pełne, o nostalgicznej, romantycznej formie, w odcieniu subtelnego, przydymionego różu z lekko kremową nutą. Kolor ten jest jak z dawnych fotografii – jakby złapany w półtonach, miękki, lekko pudrowy, zmieniający się w zależności od światła. Kwitnienie rozpoczyna wcześnie – to właśnie Rose de Tolbiac otwiera sezon w moim ogrodzie, jako pierwsza rozwijając pąki i obwieszczając początek różanego spektaklu. A kwitnie długo – bardzo długo – powtarzając kwiaty przez całe lato, jakby nie chciała zejść ze sceny.
Jej zapach dorównuje urodzie – głęboki, klasyczny, różany, z nutą słodyczy, ale bez przesady. To zapach elegancji i dojrzałości, niebanalny i dobrze wyczuwalny, szczególnie o poranku lub po deszczu. Wspinając się po podporach, Rose de Tolbiac tworzy zwartą, bujną strukturę. Choć pędy wymagają prowadzenia i czasem wsparcia, to ich siła i zdrowie nie budzą wątpliwości. Jest odporna, niezawodna, a jej liście przez większość sezonu pozostają czyste i zdrowe.
Dziś nie wyobrażam sobie tej części ogrodu bez niej. Nie tylko dlatego, że pokrywa sporą część ściany – ale dlatego, że przypomina mi, jak wiele zależy od cierpliwości i zaufania do procesu. Nie każda róża od razu pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Rose de Tolbiac uczy, że czasem to, co najpiękniejsze, dojrzewa powoli – i właśnie dlatego zostaje z nami na dłużej.

4. Zaide (Kordes, 2007)
Z Zaide mam historię, która do dziś mnie rozśmiesza i lekko wstydzi jednocześnie. Przez pierwszych pięć lat byłam absolutnie pewna, że mam w ogrodzie różę o nazwie Uetersens Rosenprinzessin. Kupiłam ją z taką etykietą, posadziłam, opisywałam pod tą nazwą w filmach. Aż któregoś dnia zaczęłam zwracać uwagę, że to, co rośnie u mnie, nie do końca odpowiada zdjęciom Rosenprinzessin. Po długim poszukiwaniu zorientowałam się, że to, co mam, to Zaide — inna róża z tej samej szkółki Kordes, podobnie różowa, ale o innym charakterze kwiatu i innym wzroście.
Sama Zaide to z 2007 roku odmiana Kordesa, intensywnie różowa, kwiaty pełne, delikatnie zaróżowione w środku, lekko pachnące. Powtarza kwitnienie. Jest bardzo zdrowa — w moim ogrodzie nie miała problemów z chorobami nawet w wilgotnych latach. Dorasta do około trzech metrów, ma długie, eleganckie pędy, które dobrze prowadzi się po pergoli.

Polecam ją wszystkim, którzy szukają klasycznie różowej, romantycznej róży, która jednocześnie jest twarda i niewymagająca. To jest róża dla kogoś, kto chce „róży z bajki", ale nie ma cierpliwości na rośliny kapryśne.
5. Giardina (Tantau, 2008)
W moim ogrodzie Giardina rośnie w ziemi – bezpośrednio pod tarasem, w miejscu specjalnie dla niej przygotowanym. Został tam wycięty fragment podłogi, by umożliwić jej głęboki dostęp do gruntu, mimo że nad głową ma zadaszenie. Takie położenie daje jej osłonę przed opadami i wiatrem, ale jednocześnie stwarza nietypowe warunki uprawy – miejsce ciepłe, ale narażone na pojawianie się przędziorków i mszyc, zwłaszcza w bardziej suche, gorące lata. Miewa więc lepsze i gorsze sezony – w tym roku prezentuje się znakomicie: zdrowa, bujna i pokryta kwiatami niemal bez przerwy.
Giardina została wyhodowana przez Hansa Jürgena Eversa dla firmy Tantau i zaprezentowana w 2008 roku jako część kolekcji Nostalgic®. Jest różą pnącą o dość umiarkowanej sile wzrostu – dorasta do około 1,5–2 metrów i bardzo dobrze sprawdza się przy niewysokich podporach. U mnie tworzy delikatną zasłonę na tarasie – z pędami łatwymi do prowadzenia i subtelną sylwetką, która nie dominuje przestrzeni, lecz ją wzbogaca.
Jej kwiaty mają klasyczny, rozetowy kształt i są pełne, o miękkiej, porcelanowo-różowej barwie. Tonacja pozostaje jasna przez cały okres kwitnienia – bez przebarwień czy poparzeń słonecznych, co w tym osłoniętym miejscu jest istotne. Kwitnie falami, powtarzając przez całe lato, i co ważne – bardzo obficie.
Zapach Giardiny jest delikatny, nienachalny. Nie unosi się w powietrzu jak w przypadku róż o silnym, owocowym aromacie, ale można go wyczuć z bliska – lekko malinowy, z klasyczną różaną nutą, nieco nostalgiczny. Nie dominuje, ale dodaje uroku, szczególnie gdy przysiądzie się obok na chwilę w ciszy.
Zimuje u mnie bez żadnych osłon – mimo że znajduje się pod dachem, nie otrzymuje specjalnej ochrony poza naturalną barierą, jaką daje taras. W naszym klimacie radzi sobie dobrze – nawet przy mocniejszych zimach nie zauważyłam przemarznięć ani utraty wigoru. To sprawia, że jest różą, którą z czystym sumieniem polecam osobom szukającym odmiany odpornej, ale przy tym romantycznej i wdzięcznej.
Nie jest to róża ekspansywna ani dramatyczna. Raczej taka, która cicho robi swoje – przez całe lato zachwyca spokojną elegancją. I może właśnie dlatego tak dobrze odnajduje się w przestrzeni codziennego życia – przy stole, przy fotelu, przy filiżance herbaty.Ponizej giardinia na zdjęciach,

6. The Pilgrim (David Austin, 1991)
To jedna z tych róż, które nie próbują za wszelką cenę przyciągnąć uwagi – nie krzyczą kolorem ani zapachem – a mimo to trudno przejść obok nich obojętnie. W moim ogrodzie ‘The Pilgrim’ wspina się pomiędzy obeliskiem a angielską kratką, delikatnie przeplatając się z kwiatami z rabaty kwiatów ciętych. To miejsce nie należy do najbardziej nasłonecznionych (ok 6h słońca) , ale ta róża radzi sobie w nim znakomicie – kwitnie bardzo obficie, powtarzając kwitnienie w kilku falach od początku lata aż do jesieni.
Kwiaty są duże i wyjątkowo harmonijnie uformowane. Mają kształt płytkiej rozetki, z płatkami ciasno ułożonymi w środku i nieco luźniejszymi przy brzegach. Ich barwa to jasna, kremowa żółć, głębsza w centrum i niemal biała na zewnątrz. Odmiana ta nie daje intensywnego koloru, lecz raczej subtelne, rozświetlone tony – idealne tam, gdzie ogród ma być spokojny, miękki w odbiorze.
Zapach ‘The Pilgrim’ jest delikatny, ale wyczuwalny z bliska. To kompozycja herbacianych nut z wyraźnym dodatkiem mirry – lekko ziołowa, czysta, nieco mydlana. Nie rozchodzi się daleko, nie unosi się nad rabatą, ale kiedy pochylimy się nad kwiatem, zapach okazuje się zaskakująco przyjemny i zrównoważony. W upalne dni wyczuwalny jest lepiej – subtelniejszy niż w różach typu ‘Crown Princess Margareta’ czy ‘Jasmina’, ale na swój sposób bardzo elegancki.
Roślina osiąga do 3,75 metra wysokości, ale bez trudu można ją przycinać i utrzymywać w mniejszych rozmiarach – prowadząc jako różę pnącą przy konstrukcjach ogrodowych. Pędy są miękkie, łatwe do podwiązywania i układania, a ich wzrost nie jest gwałtowny, co sprawia, że dobrze wpisuje się w bardziej uporządkowane przestrzenie.
Liście są jasnozielone, zdrowe, niezbyt błyszczące – dobrze komponują się z jasnymi kwiatami i tworzą spokojne, naturalne tło. Róża nie sprawia problemów z chorobami, nie łapie mączniaka ani plamistości nawet w bardziej wilgotnych sezonach. Zimą dobrze znosi chłody, szczególnie w ostatnie zimy, gdy w ogóle zaprzestałam kopczykować moje róże.

7. Bobby James (Sunningdale Nurseries, 1961)
Bobby James to nie jest róża dla każdego ogrodu. To rambler, klasyczny, ogromny, bujny, dziki — który w jeden sezon potrafi wystrzelić sześć metrów, jeśli mu się pozwoli. Kwitnie tylko raz w roku, wczesnym latem, ale ten jeden raz to wydarzenie, które się pamięta przez resztę życia.
Kwiaty są drobne, półpełne, kremowo-białe z żółtym środeczkiem, zebrane w olbrzymie grona po kilkadziesiąt sztuk. W szczycie kwitnienia cały krzew wygląda jak wodospad — biała kaskada spadająca z drzewa albo z altany. Zapach jest słodki, lekki, owocowy. Miodowy.

Jedna rzecz, której musiałam się nauczyć przy tej róży: Bobby James tnie się latem, po przekwitnięciu, a nie wiosną. Przez pierwsze sezony cięłam go w marcu, jak inne róże, i kwitnienie było coraz słabsze. Dopiero zmiana na cięcie letnie pokazała mi, na co go stać. Szczegóły o cięciu ramblerów rozpisałam w osobnym artykule o cięciu róż pnących — jeśli sadzisz Bobby James, koniecznie zerknij tam zanim sięgniesz po sekator wiosną.
Sadź Bobby Jamesa tylko wtedy, kiedy masz dla niego dużo miejsca i mocną, solidnie zakotwiczoną podporę. Drzewo, ogromna pergola, długi płot.

8. Super Dorothy
Super Dorothy jest dowodem na to, że ramblery nie muszą być olbrzymie. Ta odmiana powstała w niemieckiej szkółce Hetzela jako ulepszenie klasycznej Dorothy Perkins, która była piękna, ale ogromna i podatna na mączniaka. Super Dorothy jest mniejsza, kompaktowa (dorasta do około trzech metrów), zdrowsza i — co odróżnia ją od większości ramblerów — powtarza kwitnienie. Nie tak intensywnie jak climbery, ale po pierwszej, głównej fali wczesnym latem, daje jeszcze drugi rzut kwiatów pod koniec sezonu.
Kwiaty są drobne, intensywnie różowe, pełne, zebrane w grona po kilkanaście sztuk. Krzew w pełnym kwitnieniu wygląda dosłownie jak różowa chmura. Zapachu praktycznie nie ma — to jeden minus, o którym warto wiedzieć.
Sadzę Super Dorothy osobom, które zakochały się w wyglądzie klasycznych ramblerów — w tym efekcie tysięcy drobnych kwiatków zebranych razem — ale nie mają miejsca na sześciometrowego Bobby Jamesa.

9. Crown Princess Margareta (David Austin, 1999)
Wśród róż pnących o cieplejszej barwie, ‘Crown Princess Margareta’ wyróżnia się spokojnym, ale wyrazistym charakterem. Nie jest to odmiana krzykliwa – nie rzuca się w oczy jak egzotyczna nowość – ale kiedy już zakwitnie, trudno oderwać od niej wzrok. W moim ogrodzie rośnie w miejscu półcienistym, gdzie światło dociera dopiero po południu. Mimo to co roku kwitnie niezawodnie, wypuszczając długie pędy i liczne pąki, które otwierają się falami przez cały sezon.
Kwiaty mają barwę głębokiej moreli z ciepłym, brzoskwiniowym podtonem. Czasem, gdy słońce jest łagodne, pojawia się na płatkach jasny krem, który dodaje całości delikatności. Forma kwiatów jest klasyczna – duże, pełne rozety, które rozwijają się powoli, z każdą warstwą płatków odsłaniając wnętrze. Kwitnienie jest długie i powtarzalne – zaczyna się w czerwcu i trwa aż do jesiennych chłodów, z wyraźnymi falami i nowymi pąkami nawet wtedy, gdy inne róże już zamierają.
Najważniejszy jednak pozostaje zapach. Owocowy, wyrazisty, z wyczuwalnymi nutami moreli, cytrusów, delikatnej herbaty i tej charakterystycznej miękkości, którą trudno opisać, a która zostaje w pamięci na długo. Dla mnie to jeden z trzech najpiękniejszych zapachów spośród wszystkich róż, jakie uprawiam. I jedyny, który przenosi mnie w czasie. Gdy zakwita, przypomina mi ogród mojej babci – nie przez konkretne kolory czy rośliny, ale właśnie przez zapach. Tamte stare róże, które rosły bez nazw, ale pachniały jak obietnica lata – są dziś obecne właśnie w tej odmianie.
Krzew dorasta do około trzech metrów wysokości i dwóch i pół metra szerokości. Ma długie, miękkie pędy, które dobrze prowadzi się przy pergoli, ścianie lub trejażu. Można też zostawić go w formie luźnego, rozłożystego krzewu – choć wtedy warto zapewnić mu nieco więcej przestrzeni. Liście są zdrowe, ciemnozielone, z lekkim połyskiem. W moich warunkach roślina nie wymaga specjalnych zabiegów ochronnych – nie zauważyłam problemów z czarną plamistością czy mączniakiem, nawet w trudniejszych sezonach.
Zimą nie sprawia kłopotów. Wystarczy lekkie kopczykowanie u nasady, by bez problemu przetrwała mrozy. Wiosną szybko odbija, gęsto się krzewi i w krótkim czasie wraca do pełni formy.

10. Constance Spry (David Austin, 1961)
Constance Spry to historia. To jest pierwsza angielska róża, którą David Austin wprowadził do sprzedaży — jego inauguracyjna odmiana z 1961 roku, ta, od której zaczęła się cała linia angielskich róż. I do dziś jest jedną z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek wyhodowano.
Kwiaty są ogromne, gęsto pełne, czysto różowe, ułożone w typową rozetę. Zapach jest silny, słodki, wyraźnie mirrowy — ten charakterystyczny mirrowy aromat, który Austin uważał za jedną z najpiękniejszych nut zapachowych w świecie róż. Krzew jest potężny, dorasta u mnie do około czterech metrów.
Jest jednak jeden warunek, o którym musisz wiedzieć, zanim ją kupisz: Constance Spry kwitnie tylko raz w roku, wczesnym latem, przez około trzy tygodnie. Po tym pokazie krzew jest tylko zielonym tłem do końca sezonu.
Sama też zrobiłam z Constance jeden błąd, z którego się dopiero po latach wycofałam. Przez pierwsze sezony cięłam ją wiosną, jak każdą inną różę. Efekt? Kwitła słabo, jakby z trudem. Dopiero kiedy zrozumiałam, że to climber jednokrotnie kwitnący i że muszę ją ciąć po przekwitnięciu, latem — kwitnienie zmieniło się nie do poznania. Pełnia jej możliwości pojawia się dopiero wtedy, kiedy ją prowadzisz właściwym rytmem.

11. Spirit of Freedom (David Austin, 2002)
o jedna z tych róż, które od pierwszego dnia zyskały w moim ogrodzie i życiu miejsce szczególne. Rosnąc przy zachodniej ścianie domu, tuż obok okna mojej sypialni, co rano zagląda do środka, jakby dyskretnie przypominała, że dzień można rozpocząć od odrobiny piękna, ciszy i zapachu róż. Jej obecność w tym miejscu nie jest przypadkowa — wybrałam ją świadomie, z uwagi na delikatny wzrost i formę półpnącą, która doskonale nadaje się do prowadzenia przy ścianach o ograniczonej przestrzeni.
Kwiaty tej odmiany to małe dzieła sztuki. Duże, mocno wypełnione główki o niezliczonych, ciasno ułożonych płatkach przypominają stare róże damasceńskie lub galijskie — ciężkie, nostalgiczne, jakby przynależały do innej epoki. Kolor jest zjawiskowy: chłodny, lekko przygaszony róż z nutami lila i srebrzystym podtonem, który zmienia się w zależności od światła. To nie jest krzykliwa róża – ona mówi szeptem, cicho i z klasą.
Zapach? Trudno o piękniejszy. Głęboki, złożony, klasyczny aromat róż starych, z nutą mirry i delikatną cierpkością. W ciepłe, czerwcowe wieczory zapach unosi się w powietrzu tak gęsto, że wchodząc do sypialni mam wrażenie, że nie zamykam okna, tylko drzwi do pachnącego ogrodu. Nie jest to zapach landrynkowy ani perfumeryjny — to prawdziwa, żywa róża, z duszą.
Choć nie wybieram róż kierując się nazwami, przy tej odmianie było inaczej. „Spirit of Freedom” — duch wolności — poruszył we mnie coś głęboko osobistego. Nazwa ta trafiła prosto w moje wartości, w sposób, w jaki staram się żyć i wychowywać moją córkę. Róża została wyhodowana w 2002 roku, dokładnie w tym samym roku, w którym przyszła na świat — i właśnie w tym symbolicznym zbiegu czasu i znaczenia zakochałam się bez reszty. Duch wolności, delikatny, ale wytrwały, obecny każdego dnia, rozkwita u mnie nie tylko w postaci płatków, ale także w tym, co dla mnie najważniejsze: w relacjach, wyborach, codziennych decyzjach.

Spirit of Freedom wymaga nieco uwagi przy prowadzeniu – jej elastyczne pędy mają tendencję do lekkiego chaosu, ale to właśnie ten naturalny nieład dodaje jej uroku. Można ją formować jako krzew pnący, prowadzić przy ścianie lub większej podporze. U mnie, choć rośnie w miejscu osłoniętym, doskonale zimuje i z roku na rok staje się coraz silniejsza.

Jeśli chcesz pójść dalej z różami:
- Kiedy przycinać róże pnące — climber czy rambler — pełny przewodnik po cięciu obu typów róż pnących, z błędami, których sama się nauczyłam unikać
- Kiedy i jak przycinać róże — kompletny przewodnik ogrodnika — szerszy obraz cięcia wszystkich typów róż
- Przycinanie róż ogrodowych — kiedy i jak ciąć krok po kroku — róże herbaciane, floribundy, angielskie, historyczne
- Sadzenie róż z gołym korzeniem — jak prawidłowo posadzić różę kupioną w postaci sadzonki bez doniczki
Jeśli chcesz mieć wszystko o różach w jednym miejscu — biologia, dobór odmian, pielęgnacja w pełnym sezonie, cięcie, problemy i ich rozwiązania — zapraszam do mojego ebooka o różach. Zebrałam tam lata obserwacji i praktyki, żeby nikt nie musiał przechodzić mojej drogi prób i błędów od zera.